Kontakt
+48 883 766 053
redakcja@mediawirtualne.pl
Czy surowa ryba to dobre jedzenie dla kota? Sprawdzam, co naprawdę warto wrzucać do miski, by zadbać o zdrowie i bezpieczeństwo pupila.

Z pozoru niewinna scena: wracasz z zakupów, rozkładasz torby, siadasz do filetowania świeżej ryby, a tu nagle – pojawia się on. Twój kot. Niby przypadkiem, niby tylko przechodził, ale wszyscy wiemy, że to nie przypadek. Krąży wokół kuchennego blatu jak rekin, który wyczuł krew w wodzie. Oczy szeroko otwarte, ogon w lekkim napięciu, a z pyska wydobywa się to przeciągłe, błagalne „miau”, które można przetłumaczyć tylko w jeden sposób: „Daj, daj, daj!”. I choć wiesz, że ryba jest surowa, zaczynasz się zastanawiać – a może by mu jednak dać kawałeczek?
I właśnie tu zaczyna się temat, o którym warto pogadać szerzej. Bo choć koty kojarzymy z rybą niemal automatycznie – kreskówki, reklamy karm, zabawki – to nie wszystko, co wygląda naturalnie, jest bezpieczne. Czy kot naprawdę może jeść surową rybę? Czy to dobry pomysł, czy może tykająca bomba dla jego zdrowia? W tym artykule rozwieję wątpliwości i pokażę, co naprawdę warto wrzucać do kociej miski, a co omijać szerokim łukiem.
Zacznijmy od tego, że ryba to aromat, który dla kota jest jak woń świeżo pieczonego chleba dla człowieka. Działa instynktownie, intensywnie, zwłaszcza jeśli ryba jest surowa. Ale to, że coś pachnie bosko, nie znaczy, że jest bezpieczne.
Koty to mięsożercy, to jasne. Ich organizm przystosowany jest do trawienia mięsa – i to w wersji premium, bez przypraw, bez zbóż, bez przetworzonej chemii. Teoretycznie więc – ryba? Tak. Ale zaraz, zaraz… nie każda i nie w każdej postaci.
Tutaj pojawia się pierwsza i bardzo ważna sprawa – tiaminaza. To enzym, który występuje w niektórych gatunkach surowych ryb (m.in. śledź, karp, dorsz) i rozkłada tiaminę, czyli witaminę B1. A jej niedobór u kota może prowadzić do poważnych problemów neurologicznych.
Kolejna rzecz – pasożyty. Surowa ryba, nawet ta z marketu, może zawierać larwy pasożytów, które są odporne na niskie temperatury, a już na pewno nie giną w lodówce. Kot, który regularnie je surową rybę, może się nimi zarazić – i zaczyna się festiwal biegunek, wymiotów i wizyt u weterynarza.
Jeśli już ryba ma się znaleźć w kociej misce – to tylko po obróbce termicznej. Gotowanie na parze, krótka obróbka w wodzie bez soli, bez przypraw, bez panierki. Dobrze ugotowany łosoś, tuńczyk (z puszki, ale w wodzie, nie w oleju czy sosie), morszczuk – to już zupełnie inna bajka.
Tylko pamiętaj – bez ości! Nawet najmniejsze mogą być niebezpieczne. A kot, jak wiadomo, nie czyta instrukcji obsługi jedzenia i nie dzieli na części – połyka jak leci.
Zamiast ryzykować surową rybą, lepiej skupić się na dobrze zbilansowanej diecie. Co warto wrzucać do kociej miski?
Koty, choć dzikie z natury, żyją dziś pod dachem. To my jesteśmy odpowiedzialni za to, co wrzucimy im do miski. Surowa ryba to zbyt duże ryzyko – nie warto narażać kota na problemy zdrowotne dla kilku chwil mruczącego zadowolenia. Dobra dieta to inwestycja w jego długie, zdrowe życie. A ja, jako opiekun Leona, wiem jedno – lepiej zapobiegać niż leczyć.